Niezwykła opowieść o niezwykłej osobie – wywiad w trakcie

Fot. Ewelina Wajgert

20 lutego 2018 roku spotkałam się z Marią Kawską, vel. „Marią Ka”. Nie znałam Marii, wiedziałam jedynie, że należy do pracowni badań nad tematyką żydowską w literaturze i kulturze. Jednakże po kilku minutach spotkania, będąc pod ogromnym wrażeniem jej niezwykłej osobowości, zaczęłam poznawać wyjątkową kobietę. Niniejszy wywiad ma charakter quasi-wywiadu. Nie zadawałam też precyzyjnych pytań, ponieważ chciałam, aby moja rozmówczyni opowiedziała mi jak najwięcej o sobie. Dodatkowo postanowiłam, że wywiad będzie progresywny, oznacza to, że będzie on nieustannie rozbudowywany.

Maria Kawska jest judaistką i psycholożką. Studia ukończyła na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Pod pseudonimem „Maria Ka” oraz przy współpracy z innymi artystami tworzy wyjątkowe dzieła muzyczne i teatralne, które nawiązują do kultury żydowskiej. Zrealizowała m.in. koncert pt. „Muzyka do zaginionego filmu jidysz” oraz teatralizowany koncert „Szpilki” oparty na biografii i twórczości Zuzanny Ginczanki.

 

Mario, słyszałam, że skończyłaś judaistykę. Prawda?

Tak, skończyłam judaistykę i psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Judaistyka to był mój drugi wybór, ponieważ najpierw zdawałam do szkoły teatralnej. Marzyłam ogromnie, żeby się tam dostać, ale ostatecznie znalazłam się na liście rezerwowej. Cóż, nie udało się. Później okazało się, że dzięki podjętym przeze mnie studiom żydowskim udaje mi się spełniać muzyczno – aktorskie marzenia, które zawsze tkwiły w środku najgłębiej. Chodzi mi przede wszystkim o tworzenie koncertów oraz teatralizowanych spektakli.  M.in. dzięki temu, że znam jidysz, zagrałam w filmie.

Dlaczego zdecydowałaś się na studia judaistyczne?

Zdecydowałam się na judaistykę, bo dość mocno interesowała mnie kultura żydowska. Z dzisiejszej perspektywy wybrałabym te studia w wersji lingwistycznej, ponieważ judaistyka na Uniwersytecie Jagiellońskim skupiona była, w moim odczuciu, w zbyt dużej mierze na historii. Mimo wszystko, te studia stały się dla mnie bazą późniejszych działań, stanowiły niejako pakiet wstępny do dalszego rozwoju – w początkowym okresie nie sądziłam, że będą tak wyraźnie obecne w moim życiu. Myślałam, że psychologia, jako tzw. „bardziej praktyczny kierunek”, osadzi mnie w codzienności.

Wspomniałaś, że zagrałaś w filmie. Powiedz, proszę, w jakim?

W filmie Who will write our history?, który jest amerykańsko-polską koprodukcją. W tym roku odbędzie się jego premiera, nie wiem jednak, jak w Polsce będzie wyglądała sprawa jego dystrybucji. Film to fabularyzowany dokument prezentujący dzieje archiwum Ringelbluma.

A jak do tego doszło, że zagrałaś w tym filmie?

Szukali osób, które mówią i znają jidysz. Pojechałam na casting, o którym dowiedziałam się od znajomego. Reżyserka miała pomysł, aby uczestnicy castingu improwizowali sceny w jidysz. To dość karkołomne zadanie, ponieważ jidysz dla mało kogo jest językiem codziennej komunikacji. Stwierdziłam, że najprościej będzie, jak powiem słowa piosenek w jidysz. Zaraz po castingu miałam poczucie totalnej porażki – wydawało mi się, że poszło fatalnie i potraktowałam całość jako, dość frustrującą, wyprawę w tę i z powrotem do Warszawy. Potem jednak okazało się, że wezmę udział w tym filmie. Dzięki temu, że znam jidysz i śpiewam w tym języku jedno z moich marzeń się spełniło. Robię to, co od dawna siedzi mi w sercu.

Co robisz w gdańskiej synagodze?

W synagodze prowadzę wykłady w ramach Uniwersytetu Otwartego Bejt Meir. Opowiadam głównie o kinematografii i kulturze jidysz, akcentując rolę i pozycję kobiet na tych polach. Prowadziłam również zajęcia śpiewania w jidysz dla dzieci. Bywało to sporym wyzwaniem, bo rozpiętość wiekowa uczestników była naprawdę duża. Przeprowadziłam się do Gdańska parę lat temu i czuję, że tutaj mogę działać na polu kultury żydowskiej szerzej niż w Krakowie, mam wrażenie, że wiele jest jeszcze w Gdańsku w tej sferze do rozwinięcia. Nie wiem, czy na południu robiłabym te wszystkie rzeczy, które robię tutaj.

Od kiedy udzielasz się w synagodze?

Moja działalność w synagodze zaczęła się parę lat temu, podczas jednego z pierwszych Festiwali „Zbliżenia”. Festiwal odbywa się co roku we wrześniu. W jego ramach udało mi się już zrealizować teatralizowany koncert wokół twórczości Zuzanny Ginczanki. Wspólnie z koleżankami stworzyłyśmy kobiece trio interpretujące muzycznie jej wiersze. Miałam pomysł, żeby podczas spektaklu na środku sceny znajdował się stos butów, który kojarzyć się może częściowo z Holokaustem, ja natomiast chciałam rozwinąć te trudne emocjonalnie powiązania w kierunku życiorysu Ginczanki, m.in. do tego, że współpracowała z czasopismem pt. „Szpilki” i samej reprezentacji szpilek jako atrybutu kobiecości.

maria_ka1_fot.Maja_Miro (1)
Fot. Maja Miro

Jesteś w trakcie wydawania płyty? Opowiedz proszę o niej.

Odpowiedź na to pytanie znajdą Państwo w kolejnej odsłonie wywiadu…

Rozmawiała Anna Lewandowska

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s